10 szt
22606 zł*
Dane teleadresowe
Katalog artykułów
Wyszukaj artykuł
Wyszukaj aparat
raty
raty
raty
Najpopularniejsze artykuły

karty

Canon, Nikon a może Sony?

Próbując udzielić wskazówek przy wyborze systemu lustrzanek cyfrowych, ograniczymy się właściwie do dwóch głównych: Canona i Nikona plus Sony na dokładkę. Nie oznacza to, że Olympus, Panasonic, Pentax czy Samsung nie oferują dobrych aparatów, obiektywów czy ciekawych rozwiązań systemowych. Ograniczenie wynika z tego, że w skali całego rynku polskiego mają one znaczenie marginalne.
Zacznijmy jednak od Sony, trzeciego gracza na rynku lustrzanek cyfrowych. Sony ma wiele atutów – ogromny potencjał w zakresie zdolności produkcyjnych oraz badań i rozwoju, przejęte dziedzictwo fotograficznej części działalności korporacji Konica Minolta wraz z bazą użytkowników systemu Minolta Maxxum/Dynax, czy optykę projektowaną przez Carl Zeiss. Początkowo lustrzanki Sony czerpały bezpośrednio z rozwiązań swoich Minoltowskich „przodków”; teraz jednak są to nowe konstrukcje (modele Alpha 200, 300, 350, 700 i 900). Przykładem jest najnowsze dziecko korporacji – Alpha 900: aparat z pełnoklatkową matrycą o najwyższej rozdzielczości wśród jednoobiektywowych lustrzanek cyfrowych, wypełniony nowymi technologiami i możliwościami fotograficznymi, z wbudowaną w korpus stabilizacją obrazu i o rozsądnej cenie. A jednak nie wygląda na to, aby tłum miał się ustawić w kolejce po Alphę 900. Cena może być rozsądna w porównaniu z Canonem EOS-1Ds Mark III, ale nadal za wysoka dla amatorów. Jako aparat zawodowy „dziewięćsetka” jest w niekorzystnej sytuacji właśnie dlatego, że pochodzi ze „stajni” Sony. Sony nie ma tradycji ani doświadczeń w tworzeniu lustrzanek na miarę Canona czy Nikona i nie do końca rozumie potrzeby fotografów. Brakuje również ustalonej bazy użytkowników zawodowych, do której topowy model jest adresowany i która, – mimo że jako grupa nabywców nie przynosi firmie wielkich zysków - stanowi o reputacji marki. Również system jest znacznie uboższy od konkurencji: brakuje wielu obiektywów czy akcesoriów. Dla przykładu pełnoklatkowa Alpha 900 mogłaby się świetnie sprawdzić w fotografii produktów czy architektury, ale Sony nie oferuje obiektywów z przesuwem i pokłonem osi optycznej. Z drugiej strony „dziewięćsetka” daje nowe życie starym pełnoklatkowym obiektywom serii Minolta A, które można wreszcie w pełni wykorzystać. Niestety Alpha 900 nie jest aparatem wszechstronnym: o ile może się sprawdzić w fotografii studyjnej czy pejzażowej, nie jest to idealne rozwiązanie do fotografii reporterskiej czy ślubno-weselnej. Powodem jest typowy dla lustrzanek Sony wysoki poziom szumów przy wyższych ekwiwalentach czułości. Dla osób mających sporo sprzętu Canona czy Nikona, przejście na Sony nie jest zalecaną opcją. Natomiast ktoś wybierający system od nowa, może brać Sony Alpha pod uwagę. Najciekawszym modelem koncernu wydaje się Alpha 350. Jest to najłatwiejsza do opanowania lustrzanka dla osób przesiadających się z kompaktu, ponieważ jest stworzona do tego, aby pracować w trybie podglądu na żywo. Służy do tego oddzielny sensor, a zatem w przeciwieństwie do rozwiązań konkurencji, aparat w trybie Live View nie wymaga podniesienia lustra poza chwilą zrobienia zdjęcia. Ponadto podnoszony i opuszczany ekran LCD ułatwia fotografowanie z aparatem nad głową czy z poziomu ziemi (niestety tylko w orientacji poziomej). Stabilizacja obrazu w korpusie, wysoka rozdzielczość matrycy sprawiają, że na papierze jest to niezwykle atrakcyjny model. Problemem jest to, że aby „wycisnąć” wszystko, co się da z matrycy Alphy 350 należy zapisywać zdjęcia w formacie RAW ponieważ jakość plików w formacie jpeg jest gorsza od konkurencji.
Zanim przejdziemy do dylematu: Canon czy Nikon, rada podstawowa dla osób mających sporo pieniędzy zainwestowanych w dany system brzmi: nie robić pochopnych „przesiadek” na inny system. Fakt, że konkurencja wprowadza nowy model z kilkoma „bajerami” nie powinien skłaniać do zmiany, bo zapewne nasza marka niedługo pokaże coś jeszcze ciekawszego. Tylko, jeśli system jako całość nie może zaspokoić naszych potrzeb, należy rozważyć „przesiadkę” na taki, który to robi. Zmiana jest zawsze kosztowna a często okazuje się, że trawa w ogródku sąsiada wcale nie jest bardziej zielona.
Na pytanie Canon czy Nikon, najprostsza odpowiedź brzmi: i Canon i Nikon. Śledząc największe fora fotografii cyfrowej w ostatnich latach, można napotkać coraz więcej osób używających dwa systemy równolegle. I chociaż nielogiczne wydaje się inwestowanie w dwa zestawy obiektywów i konieczność nauczenia się dwóch zupełnie odmiennych filozofii sterowania aparatami, w istocie taki wybór ma sens dla osób zawodowo uprawiających różne gatunki fotografii. Otóż oferta dwóch głównych graczy często się uzupełnia, a nie powiela. Wielką zaletą Canona są świetne matryce CMOS oraz obróbka pochodzącego z nich sygnału. Nikon przez wiele lat był zdany na sensory obrazowe, które kupował od Sony; dopiero w D3 i D700 umieszczono matrycę zaprojektowaną przez Nikona, ale wytwarzaną przez innego producenta. I o ile do chwili pojawienia się D3 można było się spierać, kto ma lepsze aparaty, to było jasne, że Canon ma lepsze sensory. Ostatnie półtora roku zmieniło obraz sytuacji: najpierw Canon strzelił sobie samobójczą bramkę wypuszczając na rynek EOSa-1D Mark III z niedopracowanym systemem autofokus i przez długi czas nie przyznając się do błędu. Potem ten sam system autofokus, choć nieco już poprawiony, umieszczono w modelu EOS-1Ds Mark III. Matryce wysokiej rozdzielczości obnażyły wszelkie słabości obiektywów, a szczególnie zaniedbania firmy w zakresie optyki szerokokątnej. Wygląda na to, że kilkuletnia dominacja na rynku lustrzanek sprawiła, że Canon spoczął na laurach. Nawarstwiły się też inne problemy: z FF i BF (terminy wyjaśnione w odpowiedziach na pytania klientów e-oko), czy niedopracowany system pomiaru błysku. Tymczasem Nikon stworzył modele D3 i D700 z matrycą o bardzo niskich szumach, kilka nowych obiektywów w tym rewelacyjny szerokokątny zoom 14-24mm f/2,8. Patrząc z drugiej strony gamy oferowanego sprzętu, najtańsze zoomy dodawane w zestawie od amatorskich lustrzanek Nikona są zazwyczaj wyższej jakości niż Canonowskie odpowiedniki.
Firmy mają inne podejście do rozwiązań technicznych. Nikon wykazuje więcej odwagi tworząc modele, które mogą teoretycznie obniżyć sprzedaż już istniejących aparatów. Na przykład w chwili premiery można było D700 określić jako „90% możliwości D3 za 60% jego ceny”.Nikon nie zubaża umyślnie swoich aparatów po to, żeby nie mogły konkurować z innymi produktami koncernu. Tymczasem Canon bardzo dba o to, aby aparaty zdecydowanie się od siebie różniły: EOS 5D Mark II ma ten sam sensor obrazowy, co 1Ds Mark II, nawet nieco „podrasowany”, ale poza tym są to aparaty z innych planet. Przykładem tego podejścia firmy był na przykład kilka lat temu EOS 300D, który miał tę samą matrycę, co 10D, ale na poziomie zaszytego w aparat oprogramowania wyłączono w nim pewne funkcje; rosyjscy hakerzy szybko stworzyli wtyczkę, która te funkcje odblokowywała.
Pora zatem rozpatrzyć systemy z punktu widzenia różnych zastosowań fotograficznych. Rozdzielczość matryc lustrzanek Nikona zatrzymuje się na granicy niewiele wyższej od 12 milionów pikseli, i aż trzy lustrzanki znajdujące się w obecnej ofercie Canona przebijają tę wartość. Zatem użytkownicy wymagający najwyższej rozdzielczości do wydruków wielkoformatowych, lub po to, aby mieć duży zapas jakości przy „docinaniu” zdjęć na etapie obróbki, mają do wyboru pełnoklatkowe Canony EOS-1Ds Mark III oraz EOS 5D Mark II. Pierwszy to model o typowej dla serii „jedynek” pancernej konstrukcji: idealny do fotografii plenerowej w trudnych warunkach, a także do studia, fotografii ślubnej i portretowej. Jednak coraz trudniej usprawiedliwić jego wysoką cenę. Dla użytkowników, którzy chcą mieć matrycę tej samej świetnej jakości, ale umieszczoną w korpusie znacznie tańszym, mniejszym i lżejszym a gotowi pogodzić się z jego ograniczeniami (mniejsza wytrzymałość, przestarzały autofokus, dość niska prędkość serii zdjęć), Canon ma nową „piątkę”, której cena jest rozsądnie ustawiona. Trzeba tylko pamiętać, że nie jest to aparat do zdjęć sportowych czy reporterskich. Wróżyć mu natomiast można świetną karierę w tych obszarach, w których serca użytkowników zaskarbił sobie EOS 5D: fotografii plenerowej, portretowej i ślubno-weselnej. Specjalistycznym aparatem dla sportowych fotografów jest EOS-1D Mark III; Canon jako jedyna firma ma trzeci format matrycy o mnożniku 1,3x, plasujący się między sensorami pełnoklatkowymi a sensorami formatu APS-C (1,6x). Przed zakupem 1D Mark III trzeba jednak pamiętać o tym, że istnieją sprzeczne testy dotyczące tego, czy Canon ostatecznie rozwiązał problemy z autofokusem w tym modelu. O dziwo najpewniejszym modelem do fotografii sportowej i zdjęć dzikich zwierząt może się okazać EOS 50D: ma niezły system autofokus, zdjęcia seryjne do 6,5 obrazów na sekundę, matrycę o rozdzielczości ponad 15 milionów pikseli w formacie APS-C (mnożnik 1,6x). W segmencie aparatów dla początkujących Canon ma dwa, zbyt mało różniące się modele: EOS 450D i EOS 1000D. Obydwa to pewniaki - dają dobrą jakość zdjęć i więcej funkcji od konkurencji, jednak przy nieco wyższej cenie.
Jak już mówiliśmy Nikon nie może konkurować z Canonem w zakresie najwyższych rozdzielczości matryc. Ale modele D3 i D700 stanowią świetny kompromis: zachowując umiarkowaną rozdzielczość na pełnoklatkowej matrycy udało się firmie uzyskać niskie szumy i szybkie zdjęcia seryjne. Tym samym Nikon ma wszechstronniejsze aparaty profesjonalne niż Canon: równie świetnie czują się one w studio, fotografii portretowej, ślubnej, sportowej, przyrodniczej czy pejzażowej. Dla osób, które chcą mieć lepszy „zasięg” obiektywów w fotografii sportowej i przyrodniczej jest model D300 z matrycą o mnożniku 1,5x. Zaletą jest też to, że zawodowiec wyposażony jednocześnie w D3, D700 i D300, ma bardzo zbliżone w obsłudze aparaty (zwłaszcza, jeśli do D700 i D300 doda się uchwyt do zdjęć pionowych MB-D10), podczas gdy pełnoklatkowe Canony – 1Ds Mark III i 5D Mark II – mają kompletnie inne rozwiązania. Można się spierać, który aparat jest lepszy: Canon 50D czy Nikona D300. Pierwszy ma matrycę o wyższej rozdzielczości i szybsze zdjęcia seryjne, drugi lepszy autofokus a dodanie uchwytu MB-D10 pozwala mu przebić konkurenta w zakresie szybkości zdjęć seryjnych. W segmencie amatorskim nowy D90 wygląda na zwycięzcę: jest niewiele gorszy od Canona 50D a na dodatek pozwala na filmowanie. Z pewnością przebija Canony EOS 450D i 1000D, ale też jest od nich droższy. Z kolei Nikon D60 jest idealnym pierwszym aparatem dla osoby przesiadającej się z kompaktu, ale trzeba pamiętać, że z powodu braku silnika to napędu autofokusa w korpusie, model ten nie pozwala na automatyczne ustawianie ostrości z obiektywami starszych generacji (AF i AF-D).
Jarosław Brzeziński
* - wszystkie ceny zawierają rabat w wysokości 3% obowiązujący przy płatności gotówką, przelewem, za pobraniem oraz płatności ratalnej
Regreen Studio
Internetowy sklep fotograficzny - aparaty cyfrowe, obiektywy, lampy błyskowe, sprzęt fotograficzny Olympus, Canon, Leica, Sigma, Minolta, Nikon. Mamy również komis fotograficzny. Sklep foto Zaprasza na zakupy - sprzęt, aparaty fotograficzne i cyfrowe. Nowość Canon EOS 5D.